Słodkie życie cystersów z klasztoru Alcobaça

Miejsca takie jak Klasztor Alcobaça, rozrzucone po całej Europie, są doskonałym przykładem na istnienie europejskiej wspólnoty (oczywiście biorąc pod uwagę wszelkie ówczesne uwarunkowania) już od nieomal tysiąca lat. Niewątpliwie jednym z jej prekursorów był Zakon Cystersów, powstały we Francji w roku 1098.

 

Jego założycielem był św. Robert z Molesme. Nazwa cystersi wzięła swój początek od miejscowości w Burgundii, w której założony został pierwszy klasztor – Cîteaux. Jak nas informuje Wikipedia, Robert z Molesme, wcześniej opat benedyktyńskiego klasztoru w Molesme, opuścił go „zrażony upadkiem karności w klasztorach benedyktyńskich wraz z 20 braćmi. Klasztor w Cîteaux stał się pierwszym klasztorem cysterskim. Nazwa zakonu pochodzi od łacińskiej nazwy Cîteaux – Cistercium. W języku francuskim wieś ta nazywała się w średniowieczu Cisteaux, lecz litera „s” zniknęła później z tej nazwy, zostawiając po sobie ślad w postaci akcentu „circonflexe” nad literą „i”.

Niewątpliwie najbardziej znanym i zasłużonym dla tego zakonu, był św. Bernard, opat klasztoru w Clairvaux. To za jego przewodnictwa nastąpił prawdziwy rozkwit i ekspansja zakonu do wielu innych państw w Europie. Był on również odpowiedzialny za wypracowany model mocno scentralizowanego działania braci w białych habitach z czarnym krzyżem. Zapewniał on ścisły i ciągły kontakt pomiędzy siedzibą zakonu a jej wieloma ośrodkami, działającymi w większości państw ówczesnej Europy. W XIII w. działało już 200 klasztorów – począwszy od Portugalii a skończywszy na Polsce. Opaci lokalnych klasztorów byli zobligowani do odwiedzenia raz w roku swojego klasztoru – założyciela.

 

DSC_4915

 

W przypadku Alcobaçy był nim klasztor św. Bernarda z Clairvaux. Akt założenia portugalskiego klasztoru został zresztą podpisany w roku 1153, w którym swoje życie zakończył opat Bernard, będąc chyba ostatnim cysterskim klasztorem, którego budowę rozpoczęto za życia tego niezwykłego mnicha. O jego powstaniu zadecydował pierwszy król Portugalii, Alfons Henryk, spełniając w ten sposób ślubowanie, którego dokonał przed zwycięską bitwą, rozegraną z Maurami pod Santarém w roku 1147. Budowa klasztoru oraz współpraca z potężnym zakonem cystersów były częścią planu króla nowo powstałego królestwa na umocnienie swojej pozycji na europejskiej arenie politycznej. Nie bez znaczenia był również fakt, iż cystersi należeli do tych zakonów, które najsilniej popierały ideę wojen krzyżowych a w pojęciu świata chrześcijańskiego taką wojną była również konkwista, czyli wydzieranie kolejnych połaci Półwyspu Iberyjskiego z rąk Maurów. We wspomnianym roku 1153 pod panowaniem Alfonsa Henryka była już Lizbona, jednak całe południe obszaru należącego do dzisiejszej Portugalii, wciąż jeszcze pozostawało w rękach Maurów …

Ogromny majątek ziemski, jaki zakon cystersów uzyskał od króla. dawał mu de facto potężną władzę, ale w ostatecznym rozrachunku przyniosło to zarówno temu regionowi, jak i całej Portugalii wiele korzyści. Cystersi z Alcobaçy byli właścicielami terenu obejmującego ponad 44 tys. ha, na którym położonych było kilkanaście miast (w tym 3 porty morskie), m.in.: Alcobaça, Aljubarrota, Alvorninha, Santa Catarina, Turquel, São Martinho do Porto, Pederneira (dzisiaj część Nazaré).

 

Arco da Memória dzisiaj; foto: flipXplorer, geocaching.com

 

                                 Arco da Memória dawniej, foto: rio-maior-cidadania.blogspot.com

 

Łuki Pamięci (Arcos da Memória)

Legenda mówi, iż Alfons Henryk przed atakiem na mury twierdzy Maurów w Santarém, przyrzekł towarzyszącemu mu mnichowi z zakonu cystersów, że w razie jej zdobycia, zbuduje zakonowi klasztor i odda mu tyle ziemi, aby jego posiadłości sięgały aż do morza. Twierdza została zdobyta a jak wiadomo, królewskie słowo było święte. Ufundowany został więc klasztor i nadano mu potężny kawał ziemi. Wzniesiona została również statua, upamiętniająca zwycięstwo odniesione przez chrześcijan, w późniejszym czasie zamieniona na łuk triumfalny, zwieńczony figurą pierwszego portugalskiego króla. Dotrwała ona do roku 1912, kiedy to republikanie, wzorując się na swych francuskich pobratymcach z czasów Rewolucji Francuskiej, zniszczyli ów zabytek, dla nich będący jedynie pamiątką po znienawidzonej monarchii.

W roku 1981 lokalne władze wzniosły na nowo łuk triumfalny i ustawiły obok kamień z napisem wyjaśniającym całą historię tejże budowli, zaś nieco uszkodzoną figurę króla – konkwistadora można oglądać w mieście Leiria.

Inny z łuków, również wzniesiony dla zaznaczenia granic zakonnego majątku, można podziwiać w miejscowości Arrimal. To podobno właśnie tutaj wojsko królewskie odpoczywało przed bitwą i to na tutejszym wzniesieniu, zwanym zresztą dzisiaj Cabeço do Rei (Głowa Króla), miała paść wspomniana obietnica zbudowania klasztoru. Z tego wzniesienia, można dojrzeć ocean a nawet wyspy Berlengas koło Peniche.

 

„Ora et labora”, czyli  „módl się i pracuj”

 

Rola zakonu cysterskiego dla regionu i całej Portugalii była nie do przecenienia. To właśnie w tutejszej klasztornej bibliotece, której śmiało można oddać palmę bycia pierwszą biblioteką w kraju, odnaleziony został dokument znany jako Carta de Preste João, zatytułowany De India et de euis mirabilibus (O Indiach i ich cudach). Stał się on powodem do poszukiwań mitycznego „Ojca Jana”, które de facto dały impuls do późniejszych odkryć geograficznych, będących udziałem Portugalczyków.

To również przy tym klasztorze otwarta została pierwsza publiczna szkoła w Portugalii!

Mnisi byli również doskonałymi gospodarzami zakładanych przez siebie upraw rolnych. Dzięki wiedzy, którą przynieśli razem ze sobą, przyczynili się do znacznego podniesienia kultury rolnej w Portugalii a uprawy znajdujące się dzisiaj w tym portugalskim regionie, należą dalej do najlepiej prowadzonych w całym kraju. To dzięki pracy klasztornych sadowników, udoskonalano odmiany jabłek, czy innych owoców, które następnie rozprzestrzeniały się na całym terytorium podległym klasztorowi. Do dzisiaj jabłka z Alcobaçy (maçã de Alcobaça) są szczególnie cenione przez jabłkowych smakoszy i doczekały się nawet certyfikatu unijnego Chronione Oznaczenie Geograficzne .

 

Mnisi przyłożyli również rękę do zwiększenia areału gajów oliwnych a największa im chwała i cześć za rozwinięcie sztuki winiarskiej. W dużej mierze za sukcesy dzisiejszego portugalskiego winiarstwa, odpowiedzialni są właśnie cystersi. Sprowadzali oni najlepsze winne szczepy, krzyżując je następnie między sobą, uzyskując w ten sposób nowe gatunki, doskonale dostosowujące się do lokalnych warunków klimatycznych i glebowych. W jednym z regionów Portugalii, stworzono nawet specjalny „Szlak cysterskich winnic”.

 

Jeść jak zakonnik i używać życia, jak opat

 

Powiem szczerze, że nie miałbym nic przeciwko temu, aby choć na jedną wieczerzę przenieść się do refektarza klasztoru we wspomnianej miejscowości Alcobaça w XVIII, lub początku XIX wieku. Do stołu opata zasiadało zacne grono ludzi, pochłaniające dziesiątki wyszukanych potraw, przygotowanych przez szefów klasztornej kuchni. Nie szczędzono sobie przy tym najrzadszych przysmaków z najdalszych zakątków świata a wielkość kielichów, w których podawano najdoskonalsze wina (w piwnicach spoczywało ok. 40 ogromnych  beczek z tysiącami litrów przednich win), zdziwienie budziło nawet u markiza de Fronteira, który przecież również z niejednego pieca chleb jadał … Wspominał on długo ucztę, którą w roku 1824 spożył w towarzystwie opasłych braciszków. To zdaje się z tych czasów pochodzi portugalskie przysłowie „Comer como um frade, levar a vida como um abade”, czyli „Jeść jak zakonnik i używać życia, jak opat”. Mając przed oczami tutejsze zakonne towarzystwo, tak zabawnie opisane przez lorda Bayrona*, uparcie (chociaż językowo zupełnie nieusprawiedliwione) przychodziło mi do głowy tłumaczenie nazwy tubarão-frade, czyli rekina żarłacza, z akcentem na drugą część nazwy …

*

Ekscentryczny Anglik, William Beckford (właściciel majątku Monserrate w Sintrze), goszczony przez mnichów z Alcobaçy, zapisał w swoim pamiętniku, iż życie tutaj to niekończący się korowód „ciągłego obżarstwa (…), oparów trunku i kadzidła (…), tłustych, włóczących się mnichów i wymuskanych braci zakonnych o rozpustnych spojrzeniach”.

 

Inny XIX – wieczny turysta, również Anglik – James Murphy, zwiedzając tutejszy klasztor, stwierdził żartobliwie (aczkolwiek nie bez racji), że większość portugalskich zabytków wzniesiona została nie z potrzeby wielbienia Boga, ale w podzięce, lub z prośbą o coś … Klasztor Alcobaça – prośba o zdobycie miasta Santarém, klasztor Batalha – podziękowanie za zwycięską bitwę pod Batalha, klasztor Hieronimitów w Belém – podziękowanie za udany powrót z zamorskiej wyprawy, klasztor w Mafrze – podziękowanie za narodziny królewskiego potomka. Eh, to brytyjskie poczucie humoru …

 

widok na klasztor na początku XIX w. , foto: http://rio-maior-cidadania.blogspot.com

 

Hrabia Raczyński zwiedza Alcobaçę

 

foto: onebid.pl

 

Polski arystokrata, hrabia Atanazy Raczyński (1788 – 1874 r.), jako ambasador królestwa Prus, spędził w Portugalii 6 lat (od 1842 do 1848 r.). Jako pasjonat sztuki, oprócz swoich powinności ambasadorskich, zainteresował się portugalskimi zabytkami. Z prawdziwie pruską dokładnością opisał je w swoich dwóch dziełach „Les arts en Portugal” i „Dictionnaire historico-artistique du Portugal”. Oto fragment jego opisu Alcobaçy:

„ (…) Trzeba powiedzieć, że kościół w Alcobaçie robi ogromne wrażenie; chociaż bez zdobień, wygląda na większy niż ten w Batalhii. Nagrobki znajdujące się w jednej z kaplic, są jego najbogatszą i najciekawszą częścią. W pierwszym rzędzie należy podkreślić te przedstawiające Inês de Castro i króla Piotra I, który zmarł w 1367 r. a nazywany był Sprawiedliwym, z powodu swojej bezkompromisowej postawy wobec złoczyńców. Dowodem na to był okrutny sposób, w jaki zostali zamordowani wykonawcy wyroku wydanego przez jego ojca na Inês de Castro. Serce jednego z nich zostało wyrwane przez plecy, drugiego przez klatkę piersiową a egzekucja obserwowana była przez króla Piotra.

Te dwa groby są dobrze zachowane, z wyjątkiem części, w której żołnierze armii okupacyjnej (chodzi o wojska napoleońskie – moje wyjaś.) zrobili dziury, mając nadzieję znaleźć jakiś skarb. Te ślady wandalizmu i chciwości, nierozerwalnie związane z wojnami domowymi, lub międzynarodowymi, zostały zatynkowane. (…) Groby są bogato zdobione rzeźbami przedstawiającymi wydarzenia z życia króla Piotra i Inês. W tej samej kaplicy znajdują się także inne sarkofagi: Beatrycze, żony Alfonsa II (1220), syna Inês i kilka innych. Klasztor wydaje się raczej zaniedbany, choć nie jest jeszcze całkowicie zrujnowany.

Sala z posągami wszystkich królów Portugalii rozczarowuje; wszystkie wykonane są w czasach nowoczesnych, ich styl i charakter nie odpowiada chronologicznej prawdzie, a wszyscy królowie wyglądają, jakby swoje kostiumy znaleźli w garderobie Teatru Francuskiego z czasów Ludwika XIV.”

„(…) Wygląd zewnętrzny kościoła jest dość imponujący, chociaż fasada dodana w XVII wieku jest „potworem” architektonicznego anachronizmu, dziwnego zestawu wszystkich stylów, od gotyckiego po rokoko.

Hrabia, podobnie jak wielu innych w połowie XIX w., był bardzo surowym recenzentem dzieł wzniesionych w czasach baroku i rokoka. Dzisiaj patrzymy na nie już z o wiele dalszej perspektywy czasu …

Do subiektywnego opisu hr. Raczyńskiego warto dodać, iż w roku 1252, kiedy budowa podstawowego kompleksu została ukończona, kościół w Alcobaçie był (i wciąż pozostaje) pierwszą w Portugalii świątynią, wzniesioną w tym stylu architektonicznym oraz największym kościołem w całym kraju. Jest on dokładnie takiej samej wielkości, jak służący za pierwowzór przy jej wznoszeniu, kościół opactwa w Clairvaux we Francji.

 

DSC_4951

 

Dzisiaj budynki całego zespołu kościelno – klasztornego zajmują 27.000 m². Główna fasada klasztoru, kościoła i skrzydła północnego i południowego, ma szerokość 221 m, a po stronie północnej 250 m. Wysokość nawy głównej i naw bocznych wynosi 20 m a jego długość to 106 m. Jeśli chodzi o tę ostatnią wielkość, można tutejszy kościół porównać do Bazyliki Mariackiej w Gdańsku (105,5 m). Kościoły benedyktynów, jak i cystersów, charakteryzowały się oszczędnością formy, skromnością dekoracji, mając na uwadze głównie poświęcenie się modlitwie i służbie Bogu. Ową czystość formy zakłóciły różnego rodzaju dodatki, jakie pojawiły się we wnętrzu świątyni w przeciągu prawie że 700 lat jej funkcjonowania. Zostały one w większości usunięte podczas remontu, przeprowadzonego w 1930 r. Obecny widok świątyni przypomina ten, jaki zastalibyśmy, przenosząc się tam w XIII wieku.

 

 

Na przełomie XVII i XVIII w. zbudowano Krużganki Biblioteki, które pięknie uzupełniają te średniowieczne i pochodzące z czasów manuelińskich. Wspomniana przez hr. Raczyńskiego główna fasada kościoła rzeczywiście powstała na początku wieku XVII. Oryginalna, gotycka fasada, uległa zniszczeniu w roku 1531. Pozostał z niej jedynie gotycki portal i znajdująca się nad nim rozeta.

 

foto: wikipedia

 

Królewscy kochankowie

Grób króla Pedro, foto: Wikipedia

Chociaż niewątpliwie najsłynniejszymi parami kochanków istniejącymi w europejskiej świadomości, są Tristan i Izolda, oraz Romeo i Julia, to jednak portugalska para Pedro (Piotra) i Agnieszki (Inês) również i dzisiaj żyje w pamięci nie tylko Portugalczyków.

Historia rozpoczyna się w momencie przybycia na dwór króla Alfonsa IV kastylijskiej infantki, Konstancji Manueli. Poślubiła ona jego syna i następcę tronu, Pedro. Uczucia chadzają jednak swoimi ścieżkami i królewiczowi nie przypadła do serca żona wybrana jedynie ze względu na polityczne korzyści. Zakochał się wkrótce i to ze wzajemnością, w jednej z dworek królowej, pochodzącej dla odmiany z możnej, galicyjskiej rodziny, Inês de Castro. Aby uniknąć wynikających z tego romansu politycznych implikacji, król Alfons zesłał dwórkę swojej synowej do zamku położonego jak najdalej od królewskiego dworu. To rzeczywiście utrudniło flirtowanie dwórki z królewiczem, ale nie spowodowało wygaśnięcia ich wzajemnego uczucia do siebie.

Po przedwczesnej śmierci Konstancji Manueli, królewicz Pedro przestał się kryć ze swoim romansem z Inês. Ze związku tego (najprawdopodobniej przypieczętowanego zawartym potajemnie ślubem) narodziła się czwórka dzieci. Stary król, zaniepokojony ewentualnym wpływem, jaki Inês mogłaby w przyszłości wywierać na jego syna, po naradzie ze swoimi zausznikami, zlecił jej zamordowanie. Ukochana królewicza została zasztyletowana 7 stycznia 1355 r. w klasztorze Santa Clara w Coimbrze. Oszalały z rozpaczy Pedro wdaje się w wojnę domową ze swoim ojcem, zażegnaną po jakimś czasie przez jego matkę. Po śmierci starego króla, która nastąpiła w 1357 r., egzekutorzy zabójstwa dokonanego na Inês, zostali wytropieni i okrutnie ukarani. Zwłoki swojej ukochanej żony Pedro przeniósł z Coimbry do kościoła w Alcobaçie, gdzie zostały złożone w specjalnie przygotowanym grobowcu.

Średniowieczna historia miłości portugalskich kochanków krążyła po wszystkich europejskich krajach, stając się kanwą opowieści i rycerskich poematów. W późniejszych czasach pisano o niej również i w Polsce. Oto wiersz autorstwa młodopolskiej poetki, Kazimiery Zawistowskiej:

Milsza mu była niż sceptr i korony,
Okrutny tyran kastylskiej stolicy
Drżał pod pieszczotą jej czarnej źrenicy,
Do krosien jedwab zwijając czerwony.

Lecz zemsta grandów bijących pokłony
U stóp królewskiej, nieślubnej łożnicy
Po cichu wbiła w serce miłośnicy,
Po samą głownię, sztylet wyostrzony.

Oszalał z bólu, krwi toczył szkarłaty,
Kąpał się we krwi – więził, ścinał, palił,
A potem kamień grobowy odwalił.

I stroił trupa w swe królewskie szaty
I do sewilskiej wiódł tronowej sali,
By dłoń szkieletu możni całowali.

Wokół tragicznej śmierci Inês i towarzyszących jej późniejszych wydarzeń, powstało wiele różnych fantastycznych historii, jak chociażby ta mówiąca o koronacji jej zwłok. Są one jedynie ludowymi legendami, którymi zawsze obrastają tak niesamowite już w samej swojej istocie historie …

 

10 miejsc w klasztorze Alcobaça, które należy zobaczyć

(tytuły zaznaczone na kolor czerwony są odnośnikami do zdjęć wykonanych w technice 360°)

 

Capela Relicário (Casa das Reliquias)

 

foto: DGPC

Surowość cysterskiego wnętrza kościoła kontrastuje bardzo mocno z barokową do potęgi n-tej zakrystią a przede wszystkim z Kaplicą Relikwii. Manuelińska zakrystia została zniszczona podczas trzęsienia ziemi w 1755 r. Na jej miejscu w XVII w. wzniesiono nową (zachowując manuelińskie fragmenty obramowań drzwi).

 

Manueliński portal, foto: patrimoniocultural.gov.pt

 

Przylegająca do zakrystii kaplica została wzniesiona w roku 1672 pod okiem jednego z braci – Constantino de Sampaio. Jest to w zasadzie jeden wielki ołtarz, w formie ośmiokąta, przykryty kamienną kopułą. Do środka wpada nikłe światło dzięki cylindrycznej, szklanej latarni. Ołtarz to jedno z najpiękniejszych w Portugalii dzieł sztuki zwanej talha dourada, czyli drewnianych płaskorzeźb, pokrytych warstwą złota. Jest on zbudowany z całości z małych nisz, w których umieszczone zostały relikwiarze, ukryte w popiersiach świętych.

 

Túmulus reais

We wnętrzach świątyni – po obu stronach kaplicy św. Bernarda (Capela de são Bernardo) – podziwiać można m.in. grobowce syna i następcy pierwszego portugalskiego króla – Alfonsa II (1185-1223 r.) oraz panującego po nim – Alfonsa III (1210-1279r.) Swój ostatni spoczynek znalazły tutaj ich żony – królowa Urraca i królowa Beatriz oraz niektóre z ich dzieci.

Jednak to grobowce królewskich kochanków – Inês i Pedro są tymi, które od stuleci przyciągają tłumy zwiedzających. Towarzysząca im piękna i smutna jednocześnie historia miłosna, rozbudza od wieków wyobraźnię portugalskich (i nie tylko) pisarzy. Fakty obrosły w wiele zmyślonych historii, mało mających wspólnego z rzeczywistością. Pokazuje to jedynie, że umiłowanie do krwawych i makabrycznych historii nie jest bynajmniej wymysłem naszej, telewizyjnej epoki. Cała ta, smutna historia zaowocowała dwoma sarkofagami, rzadkiej urody, wykonanymi na zamówienie króla Pedro. Przedstawiają one przeróżne sceny biblijne (na grobowcu Inês można podziwiać m.in. pięknie oddane sceny Ukrzyżowania i Sądu Ostatecznego), oznaczenia heraldyczne, setki misternie wyrzeźbionych figurek ludzi i zwierząt oraz ozdobnych ornamentów, pokrywających w całości powierzchnię nagrobków. Grobowce zostały wg. polecenia króla Pedra ustawione naprzeciwko siebie (po przeciwnych stronach transeptu), tak aby w dniu wspomnianego Sądu Ostatecznego, oblubieńcy byli pierwszymi osobami, które zobaczą po swoim zmartwychwstaniu. Na obu grobowcach widnieje napis Ate ou fim de Mundo (Do końca świata).

 

Uszkodzony nagrobek Ines de Castro; foto: Bernardo de Oliveira Nunes

 

Przez jakiś czas kochankowie zostali jednak od siebie rozdzieleni. Stało się to podczas wizyty wojsk napoleońskich, zachowujących się nie po raz pierwszy, jak stado dzikusów. Podczas otwierania królewskich grobowców, uszkodzili oni ich pomniki. Ciało króla, owinięte w czerwony materiał zostało wywleczone z trumny a głowa królowej spoczęła w jednej z bocznych kaplic. Po odejściu napoleońskich żołdaków, mnisi złożyli królewskie zwłoki z powrotem na swoich miejscach, jednak sarkofagi wymagające naprawy, zostały przesunięte w inne miejsce. Na swoje stare pozycje powróciły dopiero w 1956 r.

Legenda królewskich kochanków jest po dziś dzień żywa wśród mieszkańców miasta. Młode pary przychodzą tu bardzo często ślubować swoją miłość a każdego roku odgrywane są sceny z życia i śmierci Pedro i Inês.

 

Sala dos Reis

Sala ta spełniała różne funkcje, jednak obecnie nazywana jest Salą Królów ze względu na zgromadzone tutaj figury królów Portugalii – począwszy od pierwszego Alfonsa Henryka a skończywszy na Józefie I (1714 – 1777 r.). Podziwiać tutaj można również XVIII- wieczne azulejos, przedstawiające opowieść o początkach klasztoru, czyli oblężenie miasta Santarém, ślubowanie króla Alfonsa Henryka i będące jego wynikiem, późniejsze założenie klasztoru. Swoje miejsce znalazł tutaj również jeden z najdziwniejszych eksponatów – ogromny, miedziany kocioł – łup, który zdobyły portugalskie wojska w roku 1385 w bitwie z Kastylijczykami pod Aljubarrotą.

 

Lavabo

DSC_4942

 

Lawatorium, czyli miejsce, w którym zakonnicy mogli przed posiłkami umyć ręce pod bieżącą wodą, tryskającą z małej fontanny. Znajduje się ono przy XVI – wiecznych krużgankach, wzniesionych przez króla – kardynała Henryka.

 

Sala do Capitulo

Sala kapitulna to pomieszczenie po kościele najważniejsze w całym klasztorze. Jego nazwa pochodzi od łacińskiego wyrazu capitulum – rozdział. Czytano w niej bowiem reguły św. Benedykta, zwane też regułami benedyktyńskimi, będące zbiorem reguł obowiązujących w wielu zakonach. Sala mogła pomieścić nawet do 200 osób. To tutaj odbywały się zebrania mnichów w najważniejszych dla zgromadzenia wydarzeniach.

 

Sala dos Monges

Sala zwana umownie Salą Mnichów, na przestrzeni wieków pełniła różne funkcje. Tutaj mnisi pracowali, studiując pismo święte, składowali sprzęty kuchenne i artykuły spożywcze. Przez jakiś czas jej wydzielona część mogła służyć również, jako pomieszczenie na klasztorne więzienie.

 

Refeitório

DSC_4939

Refektorium, znajdujące się przy kuchennych pomieszczeniach, to potężna, trójnawowa sala o powierzchni 620 m², w której mnisi spożywali swoje posiłki. Na jednej ze ścian znajduje się dość makabryczny napis: respicite quia peccata populi comeditis („pamiętajcie o tym, że zjadacie grzechy ludu”). Na podwyższeniu znajdował się pulpit, na którym leżało pismo święte, z którego ustępy były czytane podczas spożywania posiłków.

Cozinha

Pomieszczenie kuchenne cieszy się sporym zainteresowaniem zwiedzających. Jego główną atrakcją jest ogromny komin umieszczony nad piecem i przepływający przez nią strumień wody, kierowany tutaj specjalnie na potrzeby kucharzy. Dostarczano nim m.in. świeżych ryb, był też źródłem bieżącej wody, dostarczanej z nieodległego źródła system kanałów i rur. Warunkiem niezbędnym do prawidłowego funkcjonowania cysterskiego klasztoru, było odpowiednie ujęcie wody. Posiadanie takowego przez miasteczko Alcobaça, było zresztą jednym z warunków powstania klasztoru tu a nie w innym miejscu. Nazwa Alcobaça pochodzi z połączenia nazw dwóch rzek łączących się właśnie w tym miejscu – Alcoa i Baça.

Dzięki Pani Dyrektor mogłem wejść na tyły klasztoru i zobaczyć m.in. dawny kanał, którym woda  była dostarczana prosto do kuchni:

 

DSC_4918

Kiedyś przez ten kanał właśnie tutaj do kuchni wpływała bieżąca woda a jeśli była taka potrzeba, w niej również i świeże ryby, które były patroszone na stole znajdującym się tuż obok:

DSC_4940

IMG_20170111_161736

 

W zakonie cysterskim spożywanie mięsa oficjalnie było zabronione aż do roku 1666, kiedy to papieskim ukazem, zezwolono mnichom na przygotowanie mięsnych dań trzy razy w tygodniu. Do pieczenia ogromnych porcji mięsa, zbudowano odpowiednio duży piec – grill. Jego wymiary są naprawdę imponujące: 3 x 8 m a wysokość komina to … 25 m! Kuchnia w razie potrzeby mogła obsłużyć na raz 500 biesiadujących mnichów i ich gości.

 

Dormitorios

Potężna, zajmująca ok 1300 m² sala, w której spali wszyscy mnisi, za wyjątkiem opata, który miał prawo do osobnego pomieszczenia. Mnisi spali w niej na łóżkach oddzielonych od siebie jedynie kotarami. Sala ta była wielokrotnie przebudowywana. Obecny stan pochodzi z roku 1930, kiedy to przywrócono jej wygląd średniowieczny. Uwagę zwiedzających zwracają bardzo wąskie drzwi, za którymi znajdują się kręte schody, prowadzące do kuchni. Zabarwiona humorem opowiastka mówi o mnichach, którzy z powodu swojej otyłości, nie potrafili nimi przejść i z tego powodu przechodzili na dietę …

 

Ostatnie pamiątkowe zdjęcie z Panią Dyrektor kompleksu muzealnego Mosteiro Alcobaça – Ana Pagará:

DSC_4946

 

Mój dobry znajomy z czasu 10-letniego pobytu w Portugalii Manuel Sousa Coutinho z Panią Dyrektor Ana Pagará w krużgankach:

DSC_4935

 

Niebiańskie wypieki klasztorne

Naprzeciwko klasztoru, przy dużym placu znajduje się jeszcze jedno miejsce warte odwiedzenia przy okazji wizyty w tym mieście – Pastelaria Alcôa. Moim zdaniem, jest to drugi, obowiązkowy punkt wizyty w Alcobaçie. Tutaj bowiem możemy poznać, czy raczej posmakować, jak smakują klasztorne słodkości (doces conventuais). Mają one w Portugalii bardzo długą tradycję, w zasadzie śmiało można stwierdzić, że większość najbardziej znanych portugalskich słodyczy, swoje korzenie ma właśnie w wyrabianych w murach klasztornych różnego rodzaju ciast, ciasteczek i innych deserów.

Nie inaczej ma się sprawa z cukiernią Alcôa, działającą już od 1957 roku. Ja miałem okazję spróbować kilku z wielu wypiekanych tu klasztornych przysmaków, na czele z najsłynniejszymi chyba rożkami, wypełnionymi masą zrobioną z żółtek i cukru. Nazywają się one cornucópias. Drugim wypiekiem – wizytówką tego miejsca są wyglądające niczym pukle złotych włosów – Divina Gula. Myślę, że polskim smakoszom powinny smakować Ovos de Paraiso (Rajskie Jajka), Torrão de Abadessa (Nugat Przeoryszy). Choćby ze względu na ich nazwy należy spróbować Toucinho do Céu (Niebiański boczek), czy Manjar do Deusos (Przysmak Bogów).

Słodkości najprzyjemniej jest konsumować na esplanadzie przed cukiernią, z której podziwiać można piękną fasadę klasztoru. Ja po jego zwiedzaniu zjadłem smaczny obiad w sąsiedniej restauracji a po nim przeniosłem się właśnie do położonej tuż obok Pastelaria Alcôa, aby wypić kawę i w towarzystwie właścicielki, pani Paula Alves, spróbować jej wypieków.

 

DSC_4907

 

DSC_4906

 

 

Warto dodać, że tutejsze wypieki wielokrotnie zdobywały główne nagrody na najważniejszych konkursach cukierniczych w Portugalii. M.in. ich pastel de nata, w roku 2014 zostały uznane na odbywającym się już od kilku lat konkursie „O Melhor Pastel de Nata”za najlepsze w całej Portugalii! Tym z Was, którzy nie macie w planach wycieczki do Alcobaçy, a chcieliby mimo to spróbować klasztornych wypieków z Pastelaria Alcôa, informuję z przyjemnością, że w ubiegłym roku została otwarta jej lizbońska filia, mieszcząca się w samym centrum Lizbony – na Rua Garret 37 – 39.

 

DSC_4952

Paula Alves, właścicielka Pastelaria Alcôa

 

Zamawiając te słodkości trzeba mieć na uwadze naszą polską, „nieco mniejszą” wytrzymałość na zawartość cukru – z powodzeniem wystarczy zamówić po jednym z każdego rodzaju tutejszych słodkości, aby i tak dozwolony poziom cukru we krwi przekroczył wszelkie stany alarmowe! Niezbędnym i jakże wspaniałym dodatkiem, będzie tutaj kawa – oczywiście już bez cukru …

Nawiązaniem do kulinarnych i cukierniczych umiejętności braciszków zakonnych, jest coroczna wystawa produktów klasyfikowanych jako „klasztorne słodycze”, organizowana w klasztornych murach – Mostra de Doces e Licores Conventuais. W tym roku, jak zawsze jesienią (tutaj można skonsultować w późniejszym terminie, dokładną datę wystawy), odbędzie się już dwudziesta edycja tego słodkiego wydarzenia!

 

foto: facebook.com/pg/visitalcobaca

 

Dziękuję Visit Portugal za zorganizowanie mojej wizyty w Klasztorze Alcobaça a Pani Ana Pagará, Dyrektor tej jednostki muzealnej, za arcyciekawe oprowadzenie po nim, czego rezultatem jest ten właśnie artykuł.

 

Klasztor Alcobaça – informacje praktyczne

Godziny zwiedzania:

X – III: 9.00 – 18.00

IV – IX: 9.00 – 19.00

Ceny biletów:

6€;  dzieci do lat 12 wstęp wolny; bilet rodzinny – 2 dorosłych i co najmniej 2 dzieci do lat 18 – 50%; bilet łączony (Património Mundial:  Mosteiro de Santa Maria de Alcobaça, Convento de Cristo w Tomar i Mosteiro de Santa Maria da Vitória (Batalha)) –    15 € (ważny przez 7 dni)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *