João de Sousa i Polskie Fado

 

Kiedy 13 lat temu zobaczyłem w telewizji krótką wzmiankę o śmierci „jakiejś” portugalskiej piosenkarki i o tłumach mieszkańców Lizbony biorących udział w jej ostatnim pożegnaniu, nie myślałem, że rok później i ja znajdę się w tym niezwykłym mieście. Czułem się trochę jak bohater powieści Pascala Merciera „Nocny pociąg do Lizbony”. On również w ciągu jednej nocy porzucił swoje uporządkowane, niczym w szwajcarskim zegarku życie nauczyciela w Bernie i gnany przeznaczeniem trafił do Lizbony.

 

 

Mieszkając już w Portugalii, zainteresowałem się zjawiskiem, któremu na imię fado. Nigdy jednak nie przypuszczałbym, że kilkanaście lat potem, zostanę poproszony o nakreślenie paru słów o płycie i jednocześnie na płytę z… polskim fado! Taki bowiem tytuł nosi płyta João de Sousy – „Fado Polaco”.

 

Już kilkakrotnie nosiłem się z zamiarem napisania czegoś o tym fascynującym gatunku muzycznym. Za każdym razem rezygnowałem z tego zamiaru, uważając że wciąż jeszcze wiem o nim za mało. Życie zdecydowało jednak inaczej i jakiś czas temu z prawdziwą przyjemnością wsłuchiwałem się w 11 utworów, z których składa się wspomniana już płyta João. Moim zadaniem było napisanie do nich paru słów objaśnień, co też starałem się jak najlepiej zrobić.

 

Portugalski muzyk, kompozytor i tekściarz João de Sousa w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, trafił osiem lat temu do Polski. Wierzę, że było to jego przeznaczeniem. Przeznaczeniem, które pozwoliło na spotkanie polskiej tęsknoty z portugalskim saudade, z którego to narodziło się właśnie „Fado Polaco”. Swoje rodzinne Porto João zamienił na od zawsze otwarty na różnorodność Wrocław. Z całą pewnością wielokulturowość tego miasta sprzyjała muzycznym poszukiwaniom João i przyczyniła się do ostatecznego kształtu jego projektu.

 

Otrzymaliśmy więc zbiór utworów, wśród których niepoślednie miejsce zajmuje w sposób oczywisty fado. Fado João po części z musu (w Polsce wciąż jeszcze nie ma muzyków, którzy posiedliby umiejętność gry na gitarze portugalskiej — nieodłącznego atrybutu fado), a po części z wyboru, różni się oczywiście od tradycyjnego fado. Różni się jednak pięknie, wprowadzając m.in. doskonale z tym gatunkiem muzycznym współgrające elementy jazzu. Jego fado z pewnością korzysta z doświadczeń polskiej poezji śpiewanej, którą zresztą jeśli dobrze się przyjrzeć, jest również i samo fado. Stosunkowo często bowiem słowa do niego pisali najwięksi portugalscy poeci, np. Fernando Pessoa. Zdarzało się również, że po pióro sięgali sami fadyści.

 

Tak też było i w przypadku piosenkarki, o której iście królewskim pogrzebie wspomniałem na początku. Oczywiście mam na myśli jedyną w swoim rodzaju Amálię Rodrigues . Uwielbiana po dziś dzień, stała się niedościgłą ikoną dla następnych pokoleń fadystów. João wziął na swój warsztat piosenkę „Trago fado nos sentidos”, do której słowa napisała sama Amália. Teksty, które wychodziły spod jej ręki, były bardzo osobiste. Nie inaczej jest i w tym przypadku.  Amália chce nam przekazać, że fado – fatum – przeznaczenie jest w nas wszystkich, we wszystkim, co robimy na co dzień, z czego się cieszymy i czym się smucimy.

 

Klasyczne fado reprezentowane jest jeszcze przez dwa utwory: „Memória (sł.: David Mourao-Ferreira) i „Livre” (sł. Carlos de Oliveira). Nazywane są one fado menor, czyli należą do najstarszych oraz najprostszych, bo składających się zaledwie z dwóch akordów kompozycji. Po ich wysłuchaniu każdy może się jednak przekonać, że proste wcale nie musi być nudne, daje bowiem artyście możliwość do większej improwizacji.

 

Choćby już po ilości utworów autorstwa José Afonso na tej płycie, możemy się zorientować, że należy on do ulubionych artystów João. Zeca, jak go wielu nazywało, to człowiek – symbol, piosenkarz, kompozytor, tekściarz, bez którego trudno sobie wyobrazić portugalską muzykę XX wieku. Jego właśnie autorstwa są na płycie Fado Polaco trzy utwory: Redondo vocabulo, Que amor não me engana i Teresa Torga.

Zeca należał, jak wielu innych artystów w latach 60 – tych i 70 – tych XX wieku do opozycji, walczącej z dyktaturą Antoniego Salazara, rządzącego wtedy Portugalią już od kilkudziesięciu lat. W wyniku swojej politycznej działalności w kwietniu 1973 r. Zeca trafił na 20 dni do więzienia, gdzie powstał m.in. utwór Redondo vocabulo. Opowiada on o wściekłości i bezsilności ale jednocześnie wzbierającej woli walki człowieka zamkniętego czasami w murach więzienia a czasami również w więzieniu własnych myśli i uczuć.

Następna kompozycja – Que amor não me engana, znajdująca się również na tej samej płycie, co i poprzednia (Venham mais cinco), pozornie mówi o uczuciach – miłości, rozgoryczeniu bieżącym życiem, zdradzie. Niektóre jednak elementy tekstu, mówiące o wiośnie, czerwonych kwiatach, czy zazdrości, jaką wywołuje śpiew będącego na wolności skowronka, każą baczniej przypatrzyć temu, co Zeca po raz kolejny miał nam do przekazania. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę Rewolucję Goździków, która w rok po napisaniu Que amor não me engana, powoduje upadek dyktatury.

 

Teresa Torga jest już kompozycją stworzoną w roku 1976 i opowiada o autentycznej osobie, aktorce Teresie Torga. Nie wytrzymała ona presji popularności a być może malejącej uwagi, jakiej doświadczyła jako aktorka i z tego powodu zniknęła na jakiś czas z publicznego życia. Powróciła niespełna rozumu, biegając nago po lizbońskich ulicach, dostarczając tym samym pożywki jedynie dla brukowej prasy a nie jak przedtem, dla kronik życia kulturalnego stolicy.

 

 

Do piosenki O cacilheiro muzykę napisała inna legenda portugalskiej sceny muzycznej – Paulo de Carvalho. Swoją karierę zaczynał on w rockowym zespole Sheiks, obecnie jest już prawdziwą ikoną muzyki popularnej, zarówno na portugalskiej, jak i luzofońskiej scenie muzycznej. Zawsze słuchając tej piosenki uśmiecham się, przypominając sobie podobne scenki rodzajowe. Obserwowałem je, przeprawiając się na barce przez rzekę Tag. Rozdziela ona Lizbonę i leżące naprzeciwko niej miasto Cacilhas. Jest rzeczą normalną, że podczas takich codziennych wędrówek do i z pracy, zawiązują się często różnego rodzaju znajomości. Czasami, jak w sytuacji opisywanej w tym utworze, zaczynające i kończące się jedynie na spojrzeniach dwojga ludzi.

 

Bardzo się cieszę, że nie zabrakło na płycie João miejsca dla kompozycji autorstwa Rodrigo Leão – Vida tão estranha . Jego nazwisko być może nie jest szerzej znane polskiej publiczności. Warto jednak dodać, że był on współtwórcą zespołu Madredeus, dzięki którego twórczości, wielu z nas zaczęło swoją przygodę zarówno z językiem, jak i muzyką portugalską.

 

Na płycie występują także dwa utwory skomponowane przez samego João de Sousa: Ai inverno! i Chuva no vidro. Pierwszy z nich jest żartobliwym opisem naszej zimy przez kogoś, kto przez całe życie śnieg oglądał jedynie na ekranie telewizora a obecnie przyszło mu żyć w kraju, w którym temperatury podczas tej pory roku naprawdę potrafią budzić respekt. Drugi z kolei jest nawiązaniem do fado w najczystszej postaci – melancholia, krople deszczu powoli spadające po szybie, wspomnienia, skryte uczucia.

 

Swoistą wisienką na torcie a jednocześnie sporą niespodzianką dla słuchaczy João podczas jego koncertów, jest polska piosenka, przedwojenny przebój znany nam głównie z wykonania Hanki Ordonówny, Miłość ci wszystko wybaczy (muz. Henryk Wars, sł. Julian Tuwim)

To niewątpliwie ukłon João w stronę swojej polskiej publiczności a jednocześnie piękna klamra spinająca portugalskie saudade i typową dla nas Polaków, melancholię. Wyjaśnia ona być może, choć po części, fenomen tak wielkiego zainteresowania muzyką płynącą do nas z otoczonego wciąż nimbem tajemniczości, kraju Luzytanów …

Kilka dni temu (23.XI) miałem okazję wysłuchać wykładu profesora Rui Vieira Nery „Portugalskie fado: od afro – brazylijskich korzeni do post – modernistycznej world music”. Wykład odbył się w ramach obchodów 40-lecia Instytutu Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW. Wraz z profesorem przebyliśmy drogę, jaką podążało fado – od nie całkiem jasnych (ale z pewnością wielokulturowych) jego początków, aż po dzień dzisiejszy, będący z pewnością renesansem tego gatunku muzycznego.

Choć zdarzyło mi się być na wielu koncertach João a nawet kilka z nich zorganizować, jestem pewien, że ten należał do absolutnie wyjątkowych. Dlaczego, można się przekonać, oglądając i słuchając kilku (niestety tylko amatorskich) nagrań, jakich dokonałem podczas jego trwania.

 

1 thought on “João de Sousa i Polskie Fado”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *