Belempastéis de BelémpastelariaPastelaria de Belém

Belém – wielka polityka i małe ciasteczka

Belem, po polsku Betlejem, to obecnie dzielnica Lizbony, znana z wielu zabytków i … oczywiście ze znajdującej się tu Pastelaria de Belem, czyli kawiarni, w której pałaszowane na ogromną skalę, są pasteis de Belem. Dzisiaj opowiem Wam jednak nie tyle o nich, co o samym Belem, w którym powstają.

 

Dowiecie się więc, skąd wyruszyła historyczna wyprawa Vasco da Gamy, która jako pierwsza okrążyła Afrykę i dotarła do Indii. Opowiem też o tym, jak zwykłe, znane i używane dzisiaj przez wszystkich przyprawy, takie jak np. goździki, czy cynamon, sfinansowały budowę jednego z najbardziej podziwianych portugalskich zabytków, czy o jednym z tutejszych pomników, który początkowo był wielką prowizorką a stał się jednym z najchętniej fotografowanych, lizbońskich obiektów. Jednym słowem – zabieram Was w podróż po Belem, pełnym historycznych zabytków – tych materialnych i … niematerialnych, którym stały się z pewnością Pasteis de Belem!

Być może zdziwi was fakt, iż miejsce to, znane już w wieku XIII i od zawsze, ze względu na bliskość rzeki Tag, związane z żeglugą, tak naprawdę, nosiło inną nazwę – Restelo.

Jeden z największych portugalskich monarchów – Manuel I, podczas którego panowania, rozpoczęła się era wielkich odkryć geograficznych, uznał że Restelo jest to nazwa zbyt byle jaka dla miejsca, w którym zamierzał zbudować najpiękniejszy klasztor w Portugalii. Jaką więc nazwę uznał za godną miejsca, z którego w roku 1497 Vasco da Gama wypłynął w swój historyczny rejs, podczas którego opłynął Afrykę i dotarł do Indii?

Musiało to być oczywiście coś związanego z religią i tak właśnie było. Miejscowość ta została przemianowana na Belem, biorąc swoją nazwę od znajdującej się tu kapliczki pod wezwaniem Santa Maria de Belem, czyli Matki Boskiej z Betlejem. To właśnie tutaj, na plaży w ówczesnym Restelo, tuż przed swoją wyprawą w nieznane, modlił się wspomniany Vasco da Gama. I to właśnie w tym momencie, narodziło się kiedyś podlizbońskie a dzisiaj już będące jedną z lizbońskich dzielnic – Belem.

Przyjrzyjmy się więc, co na przestrzeni wieków działo się w tej sielskiej okolicy … Od sielskiej osady rybaków, do centrum kulturalno – muzealniczego, jakim Belem jest obecnie. Historię Belem ująłem w kilku, kluczowych dla tego miejsca punktach, umiejscowionych na osi czasu.

1295 r

Nazwa Restello, pojawia się wraz z tą właśnie datą, w zapiskach królewskiego kronikarza, Rui de Pina

1415 r.

To właśnie w tym roku, z portu, wtedy jeszcze zwanego Restelo, wyruszyła portugalska armada na podbój leżącej w Maroku Ceuty. Był to symboliczny początek portugalskiej ekspansji

1502 r.

W tym roku miało miejsce wbicie przysłowiowej, pierwszej łopaty na budowie wielkiego klasztoru. Została ona sfinansowana z drobnego, bo 5 procentowego podatku, nałożonego na … przyprawy przywożone przez statki, należące do portugalskiej korony. Wyobraźcie sobie, że w XVI wieku, pół kg szafranu, kosztowało tyle, co dobrej klasy koń ! Marża na przywożonych przez Portugalczyków z Dalekiego Wschodu przyprawach, sięgała niekiedy 400%. Dlatego też Klasztor Hieronimitów (bo to właśnie ten zakon zaprosił król Manuel I do zarządzania klasztorem), zaliczany jest do jednych z najokazalszych budowli sakralnych w Portugalii. Jest on również najlepszym przykładem ozdobnego stylu architektonicznego, nazwanego na cześć króla – mecenasa, stylem manuelińskim.

Klasztor był również nekropolią dla dynastii Aviz, z której pochodził wspomniany król Manuel I, rządzący Portugalią w latach 1495-1521. Pochowane są tu również inne, zasłużone dla portugalskiej historii osoby, jak odkrywca morskiej drogi do Indii – Vasco da Gama, czy najbardziej znany piewca tej wyprawy, którą opisał w swoim poemacie „Luzjady” – Luís Vaz de Camões.

Pamiętajcie, że najbardziej spektakularnie, zachwycające krużganki tego klasztoru, wyglądają w promieniach popołudniowego słońca. Warto zaplanować sobie porę wizyty właśnie w tym czasie.

1520 r.

Torre de Belem, początkowo, wraz z podobnymi fortyfikacjami, wzniesionymi w Cascais i na Costa da Caparica, stanowiła część systemu obronnego, pilnującego ujścia rzeki Tag do oceanu. Z biegiem czasu zmieniła swoje przeznaczenie, pełniąc funkcję urzędu celnego, posterunku urzędu sygnalizacji telegraficznej i latarni morskiej. Magazyny przez jakiś czas pełniły również funkcję lochów, w których wątpliwą przyjemność spędzenia tu paru tygodni, miał m.in. nasz generał Józef Bem. Oryginalną pamiątką po królu Manuelu I, jest rzeźba … nosorożca, wkomponowana w jedną ze ścian wieży. Sportretowany w ten sposób nosorożec, rzeczywiście istniał i był wtedy bardzo egzotycznym prezentem od jednego ze sułtanów dla portugalskiego króla. Podczas swojego pobytu w Portugalii, zwierzę to zostało nawet sportretowane przez słynnego niemieckiego malarza, Albrechta Durera. Nosorożec został wysłany do Rzymu, aby tam pokazać go papieżowi, ale biedak, nie dopłynął na miejsce, tonąc wraz ze statkiem podczas sztormu.

Ciekawostką jest też to, że pierwotnie, wieża znajdowała się ok. 200m od brzegów rzeki, jednak trzęsienie ziemi w roku 1755, spowodowało przesunięcie się koryta Tagu do stanu, w którym obecnie się znajduje.

1787 r.

W tym roku wybudowane zostało Picadeiro do Palácio de Belém, czyli ujeżdżalnia koni, która w roku 1905, przekształcona została w obecnie, jedno z najbardziej oryginalnych muzeów w Lizbonie, mieszczące unikalną na skalę światową, kolekcję królewskich powozów – Museu Nacional dos Coches. W roku 2015, tuż obok, otwarty został nowoczesny pawilon, będący integralną częścią muzeum.

W zbiorach muzeum znajduje się ok. 9000 sztuk powozów, karoc, bryczek, w przeważającej części należących kiedyś do królewskiej „floty” pojazdów. Najstarsze egzemplarze pochodzą z wieku XVI a najmłodsze z wieku XIX. Najbardziej spektakularnymi obiektami, są niewątpliwie trzy karoce, nazwane „Carros Triunfais”, wysłane przez króla Portugalii, papieżowi Klemensowi XI. Były to: nosząca pompatyczną nazwę, „Karoca Oceanów” (Coche dos Oceanos), „Karoca Ambasadora (Coche do Embaixador) i Karoca ukoronowania Lizbony”czy Powóz Koronacyjny Lizbony (Coche de Coronacao de Lisboa) którą w roku 1716, wjechał do Rzymu portugalski ambasador. Ah, cóż to musiał być za wjazd … Najwidoczniej król Portugalii wzorował się na wydarzeniu, które miało miejsce kilkadziesiąt lat wcześniej, kiedy to podczas (a jakże – triumfalnego) wjazdu polskiego ambasadora przy Stolicy Piotrowej – pięknie konie naszego ambasadora Jerzego Ossolińskiego, przy wjeździe do Wiecznego miasta, „przypadkiem” oczywiście, gubiły złote podkowy …

Powozy eksponowane w tym wyjątkowym muzeum, zachwycają nie tylko swoim przepychem, ale też i stanem zachowania, w jakim w większości się znajdują. Powóz używany na początku wieku XIX przez króla Jana VI, użyty został ponownie, prawie że 150 lat później, podczas oficjalnej wizyty królowej Elżbiety II w Portugalii, która miała miejsce w roku 1957!

Koniecznie pamiętajcie o odwiedzeniu tego muzeum podczas wizyty w Lizbonie!

1837 r.

Pastelaria de Belem, to z pewnością jedno z najbardziej kultowych miejsc nie tylko w samym Belem, ale i w całej Lizbonie. Utworzone w roku 1837 przez przedsiębiorcę z Brazylii, który dorobił się na produkcji trzciny cukrowej i niedaleko klasztoru Hieronimitów, otworzył rafinerię cukru. Zakonnikom z klasztoru w Belem, sprzedawał cukier, używany przez braciszków do wyrobu m.in. słodkich babeczek z budyniowym kremem. Z chwilą likwidacji zakonów w Portugalii (która miała miejsce w roku 1834), odkupił od nich przepis na ten wypiek i otworzył miejsce, w którym sprzedawał pasteis, czyli babeczki, niegdyś wypiekane w klasztornej piekarni a teraz w należącej do niego, pastelarii. Ciasteczka szybko zdobyły sobie uznanie lizbończyków, stając się idealnym zakończeniem spacerów nad Tagiem i zwiedzenia zabytków położonych w tej miejscowości. Dzisiaj każdego dnia, sprzedaje się tu kilkadziesiąt tysięcy sztuk tego słodkiego wypieku, który nosi dumną nazwę Pastel de Belem. Wszystkie inne pasteis, wytwarzane poza tym jednym miejscem, nazywają się pastel de nata. Czym się różnią? W zasadzie niczym, liczy się jednak tradycja i utrzymywana od prawie że dwustu lat najwyższa jakość a ta jak wiadomo, zawsze jest w cenie! Więcej o samych pasteis opowiadam w odcinku podcastu, poświęconym tylko im.

1909 r.

W tym roku otwarta została, wybudowana tuż nad brzegiem Tagu elektrownia, zaopatrująca w elektryczność Lizbonę i okolice. Od roku 1990, działa tu muzeum poświęcone elektryczności – Museu da Electricidade. Tym, co zgromadzono w jego wnętrzu, będą z pewnością zachwyceni chłopcy (zarówno ci mali, jak i trochę więksi …), zainteresowani tym, w jaki sposób niegdyś wytwarzany był prąd. Zachowane zostały bowiem w tym miejscu urządzenia do tego służące, które z pewnością do dzisiaj robią na zwiedzających ogromne wrażenie. Tych z was, na których te tematy nie robią wielkiego wrażenia, być może zainteresuje ciekawa, industrialna architektura tego kompleksu budynków, którą można podziwiać, po prostu podczas spaceru wzdłuż brzegu Tagu.

1940 r.

Pomnik Odkrywców to jeden z wielu przykładów na powiedzenie przekonujące, że prowizorki są najtrwalsze. Wzniesiony został w roku 1940, stając się jednym z elementów ogromnej Portugalskiej Wystawy Światowej ( ), będącej jedną wielką propagandą potęgi kolonialnej Portugalii, rządzonej wtedy przez dyktatora Antonio Salazara. Bardzo wszystkim zwiedzającym się spodobał, więc zdecydowano, aby w przeciwieństwie do większości innych instalacji, pozostawić go również po zakończeniu wystawy i stał tak sobie aż do roku 1958. Ponieważ jednak w zamyśle miał być jedynie tymczasową dekoracją, wzniesiony został z nietrwałych materiałów. Zdecydowano więc o jego rozbiórce i postawieniu w tym samym miejscu jego repliki, tyle że wykonanej z lepszych materiałów. Odsłonięcie „starego – nowego” pomnika, miało miejsce w roku 1960, czyli w rocznicę 500-lecia urodzin legendarnego Infanta Henryka – inicjatora wielkich wypraw Portugalczyków, od których rozpoczęła się nowa epoka w dziejach tego kraju. Kamienne rzeźby, przyczepione do betonowej konstrukcji, przestawiają zarówno samego Infanta, jak i inne osoby, zaangażowane w odkrycia i zamorskie podboje Portugalii – m.in. Vasco da Gamę (odkrywcę drogi morskiej do Indii), Ferdynanda Magellana (pierwszego, który opłynął kulę ziemską), João Gonçalves Zarco („odkrywcę” Madery), ale i Luísa de Camõesa (największego portugalskiego poetę), czy Pero da Covilha (portugalski podróżnik, dyplomata, żyjący na przełomie XV i XVI w., który finalnie osiadł w Etiopii).

Na mnie największe wrażenie robi jednak nie sam pomnik, ale wykonana u jego stóp ogromna Róża Wiatrów, czyli mozaika, będąca jednocześnie mapą świata z zaznaczonymi na niej, portugalskimi odkryciami. Aby ją móc w pełni podziwiać, najlepiej wdrapać się na taras widokowy samego pomnika.

1992 r.

Centro Cultural de Belém – ależ gromy sypały się na głowę i architekta i ówczesnych decydentów, którzy zdecydowali się na zrealizowanie takiego a nie innego projektu. A jego inauguracja miała miejsce nie aż tak dawno temu, bo w roku 1993. Ten ogromny kompleks budynków, na początku służący jako siedziba portugalskiej prezydencji Portugalii w Unii Europejskiej, w dłuższej perspektywie, został pomyślany jako miejsce poświęcone działalności kulturalnej. Ta pierwsza funkcja, znając ogrom tych budynków, wydaje mi się „nieco” przesadzona (wyobraźcie sobie, że polski rząd przy okazji rotacyjnej prezydencji Polski, wybudowałby sobie coś takiego …). Biorąc jednak pod uwagę to, że w późniejszych latach, miejsce to bardzo dobrze wypełniało swoje funkcje kulturalne, jestem w stanie wybaczyć mu nawet jego klockowatą, mającą się nijak do położonego tuż obok, Klasztoru Hieronimitów, strukturę. Chociaż, być może to właśnie na tle tej nowoczesnej i oszczędnej w formie, lub nijakiej w swoim wyrazie (jak by to powiedzieli inni krytycy architektury), majestatyczny kompleks klasztorny, nie został „zagłuszony”.

Kompleks, na który składają się trzy centra: Centrum Spotkań (z dwoma salami, wykorzystywanymi na różnego rodzaju konferencje, kongresy itd.), Centrum Rozrywki (z trzema salami, w których odbywają się m.in. koncerty muzyczne, czy pokazy filmowe) i Centrum Wystawowe. Do roku 2023 działało tu prywatne muzeum sztuki nowoczesnej, zgromadzonej przez portugalskiego milionera, Joe Berardo. Obecnie mieści się tu Muzeum Sztuki Współczesnej – Centrum Kultury Belém. Ja bardzo często przychodziłem tam, aby posiedzieć sobie przy kawie na tarasie widokowym, z pięknym widokiem na Tag. Miejsce to jest zwyczajowo oblegane przez mieszkańców, spacerujących po dzielnicy i robiących sobie właśnie tutaj przerwę na spożycie posiłku, czy właśnie na przerwę na cafezinho.

2016 r.

W tym właśnie roku powstał najnowszy obiekt, położony, podobnie, jak pobliskie Muzeum Elektryczności, tuż nad brzegiem rzeki. I to właśnie wraz z nim, stanowi kompleks Museu de Arte, Arquitetura e Tecnologia, w skrócie nazywany MAAT (Muzeum Sztuki, Architektury i Technologii). Jeśli chodzi o odbywające się w nim, aktualne wystawy, to łatwo możecie je sprawdzić na stronie internetowej, ja natomiast zalecałbym koniecznie, spacer po tym nabrzeżu w porze popołudniowej. Fasada MAAT w promieniach zachodzącego słońca, to prawdziwa poezja dla oczu!

I tak właśnie, dotarliśmy w tej podróży w czasie do dnia dzisiejszego. Zachęcam do poświęcenia jednego dnia na bliższe poznanie Belem. Można go rozpocząć od zwiedzenia Muzeum Powozów, zjedzenie obiadu w jednej z licznych restauracyjek, położonych w najbliższej okolicy. Oczywiście deser w tej okolicy może być tylko jeden – chrupiący pastel de Belem, lub jeśli przerazi Was stojąca do tego lokalu kolejka, to pastel de nata w jednej z wielu innych pastelarias. Potem wizyta w Muzeum Elektryczności, zwiedzenie dwóch wież przy nabrzeżu Tagu – Torre de Belem i Pomnika Odkrywców. Wczesnym popołudniem warto zajrzeć do Klasztoru Hieronimitów a zwłaszcza do jego krużgankó (ze względu na światło, które wyjątkowo pięknie pięknie oświetla w tym czasie ich mury. No i na sam koniec dnia warto przygotować aparaty i sfotografować zachód słońca, odbijający się na fasadzie nowoczesnego budynku MAAT. Sprawdźcie też aktualny program CCB, bo być może uda się Wam właśnie tam zakończyć ten spędzony w Belem dzień, wyjątkowo interesującym koncertem.

Za tydzień zapraszam na odcinek w którym opowiem Wam o różnicach pomiędzy pastel de Belem i pastel de nata, lub … o ich braku 😉

 

Powyższy tekst jest tekstową wersją podcastu „Portugalia Gourmet”, przygotowanego we współpracy z Luzomanią. Możecie go wysłuchać tutaj: 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *