Bez kategorii

Palácio Belmonte

Prostota jest najwyższą formą wyrafinowania. Tak podobno powiedział kiedyś Leonardo da Vinci. Te dwa, wydawałoby się przeciwstawne sobie określenia, w doskonały sposób łączy w sobie, położony na szczycie jednego z lizbońskich wzgórz Palácio Belmonte.

Za czerwonymi drzwiami

Kiedy pierwszy raz, dobrych już kilka lat temu, przekraczałem prowadzące do niego imponujące, czerwone drzwi, nie przeczuwałem co mnie tam czeka. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że za prostymi fasadami lizbońskich budynków mogą bardzo często kryć się prawdziwe skarby.

Czerwone drzwi

 

Do odwiedzenia Palácio Belmonte zachęcony zostałem przez mojego portugalskiego znajomego. Moje zdumienie rosło z każdym kolejnym pomieszczeniem, które mi pokazywano a niezwykłe dzieje pałacu tylko zdumienie to i zachwyt potęgowały.

Może więc na początek, parę słów o historii tego budynku. Historii dodajmy o naprawdę imponującym rodowodzie, mówimy bowiem o miejscu, którego początki sięgają czasów starożytnego Rzymu ! Mieszkali tu także Maurowie, rządzący nieomal całym Półwyspem Iberyjskim od VIII do XII w.
W tym, już wtedy w pełni tego słowa znaczeniu  historycznym miejscu, w roku 1449 zbudowano niezwykły pałac. Wchłonął on i scalił w jedno budynki, jakie wznosili tu kolejni mieszkańcy Lizbony. I tak jedna z jego wież opiera się na fundamentach swojej rzymskiej poprzedniczki, inna część na wieży pozostałej po Maurach a jedna ze ścian przytulona jest do 40 – metrowej skały, stanowiącej niegdyś integralną część murów obronnych, otaczających Lizbonę.

Być może poprzez ten niezwykły, sprawiający wrażenie nieco chaotycznego układ architektoniczny, fasada budynku nie robi szczególnego wrażenia na przechodniach. Wystarczy jednak przekroczyć jego progi aby z każdym krokiem coraz bardziej poddawać się niezwykłemu urokowi tego miejsca.

Tajemniczy Ogród

Palácio Belmonte leży zaledwie parę kroków od jednego z najliczniej odwiedzanych lizbońskich zabytków- ruin Zamku Św. Jerzego. To w zasadzie najbardziej centralny punkt miasta, o czym zapomina się natychmiast, wchodząc do przylegającego do budynku ogrodu.

Gości witają drzewka pomarańczy, woń krzaków rozmarynu czy bajecznie kolorowy krzak bugenwilli.

 

 

 

 

Dla ochłody można zanurzyć się w nasłonecznionym, wyłożonym czarnym marmurem basenie, bądź kontemplować widoki na Lizbonę i rozlewającą się w tym miejscu na szerokość kilkunastu kilometrów rzekę Tag.

 

 

Trudno wyobrazić sobie miejsce bardziej odpowiednie zarówno na spożycie śniadania, czy na odpoczynek po trudach całodziennego zwiedzania tego niezwykłego miasta.
A to przecież dopiero początek atrakcji, jakie czekają na pałacowych gości…

Miłość od pierwszego wejrzenia

Opowiadając o tym miejscu, mam zawsze wątpliwości, czy należałoby używać nazwy: hotel. Kilkanaście apartamentów składających się na ten obiekt, urządzonych jest w sposób, który podpowiadałby raczej, iż są to czyjeś prywatne pokoje, dopieszczone w każdym calu, na chwilę tylko oddane do użytku gości przez gospodarza pałacu.

Niewątpliwie jest to zasługa obecnych właścicieli, państwa Coustols. Pani domu, Dona Maria, rodowita Portugalka, dbała aby niezwykła atmosfera portugalskiego domu nie zniknęła wraz z przeprowadzonym tu w latach 90 -tych XX w. generalnym remoncie, zaś jej mąż, monsieoure Frederic Coustols, z pochodzenia Francuz, wniósł w ten projekt, oprócz drobnej sumy 26 mln euro również francuskie wyczucie elegancji i umiejętność dopracowania najdrobniejszych szczegółów.

Najnowsza część historii pałacu to prawdziwa historia miłości od pierwszego wejrzenia. Będący wtedy w prywatnych rękach, zrobił na panu Coustols tak duże wrażenie, że dwa dni potem był już jego właścicielem. Po tym romantycznym uniesieniu, począwszy od roku 1995, przyszedł czas na ciężką pracę. Jako iż obiekt był mocno zaniedbany oraz wziąwszy pod uwagę, iż jego niektóre fragmenty pochodzą z 130 r. p.n.e., prace remontowe miały dość nietypowy przebieg i miejscami przypominały bardziej pobyt na archeologicznych wykopaliskach aniżeli na placu budowy.

Wszystko jednak udało się dokończyć po myśli nowych właścicieli, zapatrzonych zresztą dość mocno w tematykę ekologii. Wykorzystano np. istniejący w pałacu naturalny system wentylacyjny. Dzięki temu osoby nieznoszące nowoczesnych hotelowych systemów klimatyzacyjnych będą w pełni usatysfakcjonowane tym antycznym (bo pochodzącym jeszcze z czasów Cesarstwa Rzymskiego) sposobem cyrkulacji świeżego powietrza.

Po kilku latach wytężonej pracy fachowców, odtwarzającej wiele zniszczonych elementów pałacu (w tym nawet specjalnej zaprawy murarskiej, jakiej używano kilkaset lat temu), Palacio Belmonte powrócił w pełni blasku na łono Lizbony. Z pewnością nie poznałby go teraz ani Kim Wenders kręcący w jego wnętrzach „Lisbon Story” ani Marcello Mastroianni, grający tutaj w filmie „Afirma Pereira”. Najważniejsze jednak, iż nie stracił absolutnie nic ze swojego niezwykłego uroku, zaklętego w tych dwóch filmowych kreacjach, pozostając integralną częścią lizbońskiej dzielnicy – Alfamy.

Bem vindo – witamy !

Zacznijmy może nasze zwiedzanie tego, jak to określił jeden z gości Palácio Belmonte- „prywatnego muzeum” od pomieszczeń dostępnych dla wszystkich korzystających z gościny Państwa Coustols.

Jednym z nich jest duża Sala Maria Ursula, ozdobiona 27 panelami azulejos – ręcznie malowanych ceramicznych płytek. Przedstawiają one różnorodne biblijne sceny i pochodzą z XVIII w. Zamówił je ówczesny właściciel u najbardziej znanych w tych czasach malarzy azulejos – Manuela Santos i Valentim de Almeida. W sumie w całym budynku podziwiać można 59 paneli (na które składa się prawie 30 tyś. kafelek) autorstwa tych wspaniałych artystów.
Salę tą oświetlają ogromne okna, obramowane marmurem. Wieczorem niezwykłego uroku dodają ogromne, wiszące pod wysokim na 8m stropem żyrandole.

Jeśli będziecie mieli pecha i traficie na deszczową pogodę, radzę zagłębić się w bogato zaopatrzoną bibliotekę. Na poprawę humoru doskonale zrobi Wam kieliszeczek czegoś mocniejszego. Śmiało! Stojący tuż obok mini-barek jest jak najbardziej samoobsługowy.

Wartym uwagi jest również Sala Gubernatora. Ściany ozdabiają znów XVIII -wieczne, niebiesko-białe panele azulejos. Wzrok przyciąga również przepięknie ozdobiony drewniany strop.

Dalej droga wiedzie przez Pokój Muzyki, na taras zwany Wschodnim, wyłożony kamieniem pochodzącym podobno z Rosji (!) Widok na Lizbonę i Tag, jeśli nie najpiękniejszy w Lizbonie to z pewnością należący do absolutnego Top 5 lizbońskich widoków.
Jeśli chcecie zaimponować narzeczonej, olśnić swojego szefa bądź oczarować partnera w toczących się właśnie biznesowych negocjacjach, przyprowadźcie go właśnie tutaj. Efekt murowany! Zresztą, spójrzcie sami:


No ogólnodostępnym podwórku, usadowiła się Art Café Belmonte. Doskonałe miejsce do wypoczynku po spacerze na rozległym terenie sąsiada – zamku św. Jerzego.

E uma casa portuguesa com certeza…

Niewątpliwie najważniejszymi są jednak apartamenty udostępniane klientom. Zachwyt gości nieodmiennie wzbudza leżący na najwyższym piętrze apartament Gil Vincente.
Wyobraźmy sobie luksusowe mieszkanie na dwóch poziomach. Piękny kominek w salonie, łazienka w całości wyłożona portugalskim marmurem, mały, prywatny ogród zimowy ze szklanym dachem, dwa tarasy z obłędnie piękną panoramą na Tag i dachy Lizbony. Niezwykłości temu miejsce dodaje fakt, iż urządzone jest w starej wieży, której początki sięgają jeszcze czasów Maurów.


Innym apartamentem wartym wspomnienia jest ten, nazwany imieniem portugalskiego naukowca – Bartolomeu de Gusmão. Warto wspomnieć, iż jako pierwszy człowiek na świecie w roku 1702, zaprezentował on ówczesnemu królowi Portugalii balon unoszony ciepłym powietrzem.



Na czterech poziomach mauryjskiej wieży, mieszczą się kuchnia, łazienka, sypialnia i salon a do tego prywatny taras z obowiązkowym widokiem na rozlewisko rzeki Tag. Do jego wyposażenia użyto cennych antyków, doskonale współgrających z prostymi wnętrzami. Na ścianach podziwiać można panele azulejos z początku XVIII w.

Apartament jezuity Padre Himalaya, z pewnością nie jest dla ludzi z lękiem wysokości. Mieści się na trzecim piętrze pałacu, na szczycie niegdysiejszej wieży, jaka zbudowana była w tym miejscu za czasów rzymskich. Dzięki swojemu niezwykłemu położeniu, daje możliwość spojrzenia na Lizbonę w perspektywie 360 stopni!

Taki właśnie, zapierający dech w piersiach widok roztacza się z sypialni, obudowanej w całości oknami…

Nie muszę chyba wspominać o standardzie, jakim jest łazienka wyłożona portugalskim
marmurem… Na jednej z jej ścian pozostawiono fragment starych murów, tak aby pamiętać o ponad dwutysiącletniej historii tego niezwykłego miejsca.

O tym, co się działo przed XV w. w miejscu, w którym obecnie znajduje się Palácio Belmonte, niewiele wiemy. Niewątpliwie jednak w pamięci potomnych zapisało się wydarzenie, jakie miało tu miejsce po powrocie z Indii portugalskiego odkrywcy, Vasco da Gamy. To właśnie tutaj, król Manuel I, wydał uroczyste przyjęcie na cześć podróżnika, który odkrył morską drogę do Indii, rozpoczynając tym samym złoty okres w dziejach Portugalii. W jednej z wież pisał swoje kroniki najsłynniejszych chyba portugalski dziejopis – Fernão Lopes – odpowiednik naszego Jana Długosza.

Dzięki uczuciu, jakim został otoczony przez nowych właścicieli oraz wytężonej pracy projektantów, wnętrze Palacio Belmonte powraca do dawnego blasku. Wydawać się może, że to właśnie tutaj tkwi tajemniczy genius loci, jeśli nie całej Lizbony, to z pewnością tej staro-nowej Alfamy.

Nagrody, wyróżnienia, prasa:

2000 r. Frederic Coustols otrzymał nagrodę RICS (Royal Institution of Chartered Surveyors) z rąk Księcia Walii, za doskonale przeprowadzoną miejską restaurację budynku pałacu. W tym samym roku nagrodę tą otrzymało także The Royal Opera House w Londynie i TATE Modern.
Obecnie pałac Belmonte jest najstarszym funkcjonującym pałacem w Lizbonie.

W roku 2000 brytyjska edycja Condé Nast’s Wallpaper uznała apartament Bartolomeu de Gusmão za jeden z 10 najpiękniejszych apartamentów na świecie, zaś w tym samym roku amerykańska edycja tego samego magazynu wymieniła pałac Belmonte wśród 21 najpiękniejszych hoteli świata. Fotografie pałacu znalazły się na okładkach wielu pism, m.in. francuskiego wydania magazynu Louis Vuitton

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *