Starcie gigantów, czyli dwie drogi do Indii
W roku 1453 zdobyty został przez Turków, łączący świat Zachodni ze Wschodem Konstantynopol. Z tego powodu praktycznie niemożliwy stał się bezpośredni handel, coraz bardziej popularnymi w Europie towarami z Indii i Azji. Pośrednicy arabscy wywindowali ceny przypraw (pieprzu, cynamonu, goździków) do niebotycznych granic. Za ziarno pieprzu żądano podobno takiej samej wielkości grudki srebra … Skoro więc istniał ogromny popyt, nie należy dziwić się, że szukano dróg rozwiązania tego problemu.
Vasco da Gama (1460 – 1524 r.) to Portugalczyk, dzięki któremu złamany został monopol arabskich kupców na orientalne przyprawy. Krzysztof Kolumb (1451 (?) – 1506 r.) to człowiek, który zmarł z przeświadczeniem, że to właśnie on odkrył drogę do Indii. W rzeczywistości odkrył drogę do nowego kontynentu – Ameryki. Cóż jednak łączy te dwie osoby? Przyjrzyjmy się im bliżej.
Należy pamiętać, że w XV wieku Europa wiedziała stosunkowo niewiele o reszcie świata. Podróże morskie były utrudnione ze względu na słabo rozwiniętą flotę, istniało wiele mitów, odstraszających ewentualnych śmiałków przed zapuszczaniem się w nieznane. Według teorii głoszonych jeszcze w średniowieczu, wierzono że ziemia jest płaska! Wypłynięcie poza znane ówczesnym ludziom granice, mogło więc zakończyć się spadnięciem w przestworza niebytu, o ile oczywiście wcześniej nie zostałoby się połkniętym przez jednego z licznych, strasznych morskich stworów. Nie wiadomo tak naprawdę, ile z tych opowieści powstało w umysłach ludzi bojących się zwyczajnie nieznanego a ile puszczanych było w obieg przez tych, którym na rękę był monopol na towary pochodzące z trudno dostępnych dla Europejczyków regionów. Z pewnością wyprawy odkrywające nowe lądy i morskie drogi do nich, można śmiało porównać z późniejszymi wyprawami w kosmos
…
Ze względu na wspomniany problem w podróżowaniu z Europy do Indii drogą lądową, trwały poszukiwania możliwości dotarcia tam drogą morską. Europejscy kupcy ciągnęli w tamte strony, niczym ćmy do światła. Wabikiem były złoto i przyprawy. Należy jednak pamiętać, że słowo Indie w rozumieniu ówczesnych Europejczyków nie miało ściśle określonego miejsca na mapie. Obejmowało ono sporą część Azji – właściwe Indie (będące wtedy zlepkiem przeróżnych tworów państwowych), Indochiny, część Chin a czasami umiejscawiano je nawet we wschodnio-północnej Afryce.
Portugalski król Jan II (1455 – 1495 r. ) wysłał w roku 1487 dwoje zaufanych ludzi – Pedro de Covilhã i Afonso de Paiva, aby zbadali możliwości dotarcia do legendarnego Księdza Jana i zasięgnięcia języka odnośnie możliwości handlu z Indiami. W przebraniu kupców, dotarli oni drogą lądową przez Aleksandrię i Półwysep Synaj do położonego w obecnym Jemenie miasta Adena. Tutaj się rozdzielili – Afonso de Paiva ruszył na poszukiwanie Księdza Jana, zaś Pedro de Covilhã w kierunku Indii. Znów w przebraniu, dzięki doskonałej znajomości języka arabskiego i na arabskim statku, dotarł on 8 lat przed przybyciem tam Vasco da Gamy do wielu indyjskich miast, m.in. do Kalikatu. To właśnie tam krzyżowały się szlaki kupców z Indii oraz innych azjatyckich i arabskich krajów. Wysłana przez Pedro de Covilhã do Jana II relacja z pobytu w tym regionie, umocniła tylko przekonanie Portugalczyków, iż jedyna droga do Indii a co za tym idzie, zdobycia kawałka tortu w handlu złotem, przyprawami i innymi deficytowymi towarami, wiedzie przez ocean.
Tymczasem rozpoczęły się przygotowania do przetarcia szlaku wodnego do Indii. Szykowała się do tego przedsięwzięcia nie tylko Portugalia. Na zyski ze sprzedaży przypraw, ostrzyła sobie zęby również Hiszpania. Oba te państwa miały jednak inne plany dotarcia do celu. Podczas gdy Portugalia dzięki informacjom swojego szpiega a przede wszystkim dzięki mapom, które posiadała, skłaniała się do poszukiwania drogi do Indii, wiodącej wzdłuż afrykańskiego wybrzeża, Hiszpania miała inny plan. Tutaj wkracza na scenę tajemnicza w gruncie rzeczy postać Krzysztofa Kolumba.
O ile wiemy bardzo wiele o jego dorosłym życiu, o tyle w zasadzie niczego pewnego nie da rady powiedzieć o tym, gdzie się urodził i jakiej był narodowości. Wszyscy oczywiście znamy ogólnie powtarzaną informację o tym, iż Cristoforo Colombo był synem Domenico Colombo, ubogiego tkacza z Genui. Oprócz tej oficjalnej hipotezy, jest również wiele innych, mówiących, iż Kolumb to Kastylijczyk, Cristobal Colon lub Katalończyk, Cristofol Colom. Pretensję do bycia miastem, w którym urodził się przyszły odkrywca Ameryki, zgłasza kilkanaście włoskich miast. Istnieją różne, mniej lub bardziej fantastyczne teorie, mówiące np. o tym, iż Krzysztof Kolumb to nie mniej ni więcej, tylko syn polskiego króla, Władysława Warneńczyka (1424 – 1444 r. ).
Teorię taką głosi Manuel Rosa, Portugalczyk z pochodzenia, wykładowca historii na amerykańskim Duke University. Oto fragment wywiadu z tym naukowcem, zamieszczony w „Nowym Dzienniku”:
„W 1991 r. pracowałem jak tłumacz w wydawnictwie, gdzie przekładałem książki o Kolumbie z języka portugalskiego na angielski. Zainteresowało mnie to, że Kolumb miał wziąć ślub w Portugalii. Sam jestem Portugalczykiem, a nigdy o tym nie słyszałem. Ale jeszcze dziwniejsze było to, z kim się ożenił – z bogatą szlachcianką z bardzo dobrego rodu. Kiedy przeczytałem, że był włoskim wieśniakiem, wiedziałem, że coś jest źle zapisane w historii. O wieśniaku, który poślubił księżniczkę, można pisać w scenariuszach do filmów Walta Disneya, ale nie w książkach historycznych. To było po prostu niemożliwe! Był to dla mnie punkt wyjścia do dalszego dochodzenia.”
.
Teoria dość ryzykowna, jednak z jednym ze stwierdzeń wspomnianego naukowca można się jednak zgodzić. Jest raczej wykluczone, aby syn ubogiego tkacza z Genui mógł poślubić Filipę Perestrello e Moniz, córkę Bartolomeu Perestrelo, gubernatora wyspy Porto Santo! Takie mezaliansy byłyby może (z trudem) do zaakceptowania w XIX wieku, wykluczone jednak w wieku XV. Ciekawą teorią na temat pochodzenia Kolumba jest ta, która sugeruje, iż był on nieślubnym dzieckiem Ferdynanda (1433 -1470 r.), brata króla Alfonsa V i Izabeli, córki gubernatora i odkrywcy wyspy Madera (sąsiadującej z Porto Santo), João Gonçalves Zarco.
W myśl tej teorii, ich syn – Salvador Fernandes Zarco, urodził się w roku 1448 w klasztorze położonym w miejscowości Cuba, w prowincji Alentejo. Warto tą nazwę zapamiętać, gdyż innej miejscowości, noszącej taką nazwę, nie było w żadnym z europejskich krajów a pojawi się ona w dalszej części tej opowieści. Kilka lat potem, wraz z matką i jej mężem a swoim ojczymem, młody Salvador przeniósł się na Maderę. Tam w późniejszym czasie miał możliwość doskonalenia swoich umiejętności żeglarskich pod okiem doświadczonych żeglarzy.
Salvador Fernandes Zarco z polecenia króla Jana II przybrał nowe imię – Krzysztofa Kolumba i wyruszył do Kastylii z ważną (z portugalskiego punktu widzenia) misją. Miał ona bowiem za zadanie odciągnąć uwagę sąsiada Portugalii od jedynej możliwej, morskiej drogi do Indii – wiodącej wzdłuż brzegów Afryki. Przygotowania do takiej podróży trwały w Portugalii już od dawna. Do bogactw w Indiach planował dostać się również władca zjednoczonej Hiszpanii, Ferdynand II (1452 – 1516 r.), którego Krzysztof Kolumb przekonał do szukania również morskiej drogi, tyle że płynąc na zachód.
Oficjalna wersja wydarzeń głosi, że Kolumb (alias Salvador) oferował w roku 14 swoją pomoc w dotarciu do Indii królowi Portugalii, lecz ten ją odrzucił. Wtedy udał się on na dwór Ferdynanda II i jego żony Izabeli Kastylijskiej (1451 – 1504 r.). Inne teorie z kolei mówią, iż w Hiszpanii znalazł się, ponieważ jego ojciec (infant Ferdynand) spiskował z królem Hiszpanii i za to został zamordowany przez swojego królewskiego brata, Jana II. Kolumb, wraz z innymi krewnymi uciekł przed prześladowaniami do Hiszpanii i jakiś czas później przekonał wspomnianą hiszpańską parę królewską do trzech wypraw, zakończonych odkryciem co prawda nie Indii, lecz nowego kontynentu.
Za portugalskim pochodzeniem Krzysztofa Kolumba przemawiają jeszcze inne argumenty. Jednym z nich jest nazwa, jaką Kolumb nadał pierwszej odkrytej przez siebie wyspie – San Salvador (jego “prawdziwe” imię) – obecnie Bahamy i drugiej: Cuba (pol. Kuba). Mając w pamięci informację o tym, iż jedyna miejscowość (i do tego bardzo niewielka) o takiej nazwie znajdowała się w Portugalii, wydaje się to co najmniej dziwne. Mógł przecież w ten symboliczny sposób odwdzięczyć się (nadając nazwy w stosownym języku), swojej włoskiej ojczyźnie (jeśli to stamtąd pochodził), bądź Hiszpanii, która sfinansowała jego podróż. Chociaż w zasadzie cóż oznacza jedna mała nazwa … Tylko, że nie była to jedyna portugalska nazwa, nadana przez Kolumba nowo odkrytym miejscom! Innym przykładem może być np. pierwsza osada, jaka została przez Kolumba zbudowana na kontynencie amerykańskim – Santa Maria de Belém. Tak się składa, że kult Najświętszej Marii Panny z Betlejem (bo takie jest polskie tłumaczenie powyższej nazwy), był w owym czasie szczególnie silny w Portugalii. To właśnie na terenie osady noszącej dokładnie powyższą nazwę, na początku XVI w wybudowany został ogromny klasztor hieronimitów, oczywiście pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny z Betlejem.
To również w tym miejscu Kolumb powracając ze swojej pierwszej podróży na drugą półkulę, 4 marca 1493 roku zacumował i udał się na wizytę do … portugalskiego króla Jana II! Zamiast jak najprędzej donieść królowi Hiszpanii o rezultatach wyprawy, którego był on przecież patronem i sponsorem, Kolumb podczas swojego dziewięciodniowego pobytu w Lizbonie, spotyka się i to dwukrotnie, z największym konkurentem i wrogiem swojego mocodawcy! Jeśli już nawet konieczny był wypoczynek i uzupełnienie zapasów przed dalszą drogą do Hiszpanii, dwa długie spotkania wysłannika króla Hiszpanii w tajnej misji z portugalskim królem, wydają się dość podejrzane.
Zastanawiające jest również to, że jako hipotetycznie rodzony Genueńczyk, Krzysztof Kolumb nie znał języka włoskiego! Pisał za to w języku portugalskim i po łacinie i to w sposób wskazujący na odebranie doskonałej edukacji. Z czasu w którym mieszkał w Hiszpanii, znana jest również jego korespondencja prowadzona w języku kastylijskim ze sporymi naleciałościami z języka portugalskiego. Podpisywał się, stosując wersję portugalską swojego imienia i nazwiska – Cristofõn Cólon, tak też został nazwany w papieskiej bulli, wydanej z okazji dokonanego przez niego odkrycia. Warto zauważyć, że w Europie jedynie w portugalskim alfabecie można spotkać znak tyldy nad o – “õ”. Niektórzy naukowcy doszukują się również wskazówek odnośnie portugalskich korzeni Kolumba w jego podpisie w zachowanych listach, które pisał do swojego syna, Diogo.
Aby zakończyć już sprawę związaną z samym nazwiskiem Kolumb – w języku greckim znaczenie słowa Cólon odpowiada hebrajskiemu słowu … Zarco.
Nie wiem czy kiedykolwiek Krzysztof Kolumb spotkał się ze wspomnianym już, portugalskim bohaterem i odkrywcą drogi morskiej do Indii – Vasco da Gamy. Niewiele brakowało a mówiąc o tej podróży, uczylibyśmy się o Estêvão a nie Vasco de Gama. Według planu króla Jana II, to właśnie ojciec Vasco – Estêvão de Gama miał pokierować tą długo przygotowywaną wyprawą. Traf jednak chciał, że najpierw zmarł król Jan II ( w roku 1495) a niecałe dwa lata później również i Estêvão. Nowy król, Manuel I (1469 – 1521 r.) zdecydował się powierzyć losy tej brzemiennej w skutki dla Portugalii (i nie tylko) wyprawy młodemu, ale już doświadczonemu Vasco.
Wyprawa Vasco da Gamy okryła go nieśmiertelną sławą. Most Vasco da Gama, Centrum Handlowe Vasco da Gama, wieża Vasco da Gama w lizbońskim Parku Narodów to tylko niektóre wyrazy uznania dla osoby portugalskiego odkrywcy. Pomimo upływających stuleci, pamięć o odkryciu przez niego morskiej drogi do Indii i zapoczątkowania złotej ery w dziejach Portugalii, nie słabnie. Lizbona posiada jednak również pamiątkę związaną z … matką Vasco! Izabela Sodré miała angielskich przodków, którzy w XIV wieu osiedli się w Portugalii. Pamiątką po tej, zasłużonej dla Portugalii rodzinie jest Dworzec Sodré (Estação de Sodré), znany każdemu, kto jechał podmiejską kolejką z Lizbony do Cascais.
W swoją podróż Vasco da Gama wyruszył 8 lipca 1497 roku z portu we wspomnianej już osadzie Najświętszej Marii Panny z Betlejem, czyli dzisiejszej lizbońskiej dzielnicy Belém. Cztery statki z ok. 160 członkami załogi po 11 miesiącach pionierskiej podróży, 20 maja 1498 roku zacumowały przy Kalikacie – mieście położonym na południowo – zachodnim wybrzeżu Indii. Na ląd wysadzono najpierw jednego z członków załogi – skazańca. Tubylcy zaprowadzili go do mieszkających tam Maurów z Tunisu, znających język kastylijski, którzy witają go z niedowierzaniem i zdziwieniem następującymi słowy: “Niech cię diabli porwą! Kto cię tu przysłał?”.
![]()
28 maja na ląd schodzi po raz pierwszy Vasco da Gama i razem z delegacją udaje się na zwiedzanie miasta. Biorą oni hinduskie świątynie za chrześcijańskie (w przeciwieństwie do mahometan, religie hinduistyczne pozwalają bowiem na umieszczanie w nich wizerunków swoich bogów), gdzie modlą się nawet, dziękując za udaną podróż. Kilka dni później zostają przyjęci na audiencji u regionalnego władcy. Dary, które ze sobą przynoszą, nie robią na nim żadnego wrażenia. Mimo to, za zysk ze sprzedaży przywiezionych ze sobą towarów, zostaje zakupiona znaczna ilość drogocennych przypraw oraz szlachetnych kamieni.
Arabscy kupcy, węszący bardzo słusznie niebezpieczeństwo, jakie groziło ich pozycji monopolistów w handlu tymi towarami, zaczynają intrygować i nastawiać negatywnie lokalną władzę do przybyszów z Europy. Vasco da Gama nie zamierza więc czekać na kolejną zmianę decyzji władcy w sprawie założenia portugalskiego przedstawicielstwa handlowego. Na miejscu pozostawia kilku ludzi z taką właśnie misją a sam udaje się w drogę powrotną do Portugalii. Podróż była bardzo wyczerpująca. Wystarczy powiedzieć, iż do ojczyzny powróciło jedynie 55 żeglarzy. Wielu z nich zmarło na szkorbut, inni zginęli w walkach z tubylcami podczas postojów na afrykańskim lądzie. Podczas podróży zmarł również dowodzący jednym z okrętów, brat Vasco – Paulo da Gama. To ze względu na jego chorobę i późniejszą śmierć, Vasco zatrzymał się na jakiś czas na Azorach, przodem wysyłając do Lizbony jedną z karawel, którymi dowodził. Sam wpływa do portu, z którego rozpoczął swoją wyprawę do Indii 29 sierpnia 1499 roku. Tam odbywa 9 -dniową żałobę po swoim bracie a 8 września jest z wielkimi honorami witany w samej Lizbonie.
Okrzyknięty narodowym bohaterem, został przyjęty na specjalnym przyjęciu, zorganizowanym przez króla Manuela II w istniejącym do dzisiaj Pałacu Belmonte.
Vasco da Gama został sowicie nagrodzony. Jako pierwsza nie pochodząca z królewskiego rodu osoba w Portugalii, dostał dziedziczny tytuł hrabiego a także Admirała Mórz Indyjskich i pod koniec życia również wicekróla Indii, dokąd udawał się z misją królewską jeszcze dwukrotnie. Z ostatniej podróży, jaka miała miejsce w roku 1524, niestety już nie powrócił. Miał zastąpić sprawującego funkcję wicekróla Indii Duarte de Meneses, niestety wkrótce po przybyciu na miejsce, zachorował na malarię i umarł. Jego ciało kilka lat po śmierci przewiezione zostało do jego rodowej posiadłości w Vidigueira, aby finalnie w XIX wieku spocząć w klasztorze hieronimitów w Belém. Ozdobny nagrobek Vasco sąsiaduje z równie pięknym nagrobkiem największego portugalskiego poety, który opiewał wyprawę Vasco da Gamy w swojej epopei “Luzjady” – Luísa Vaz de Camõesa.
Więcej informacji o Portugalii na fanpage’u Luzomanii na facebooku

Bardzo ciekawe.
p.s.
Potrzebna drobna korekta w zdaniu: „Wyprawa Vasco da Gamy okryła on nieśmiertelną sławą”
Dziękuję za uwagę – zazwyczaj tekst przed jego opublikowaniem jest poprawiany przez osobę korygującą ewentualne tego typu lapsusy, tym razem tak się nie stało 🙂
Super artykuł!
Ps. Ja też wychwyciłam drobny lapsus, ale tym razem numeryczny- Manuel II wszak był królem Portugalii ale dopiero od 1908 roku. W czasie odkryć królem był Manuel I. Pozdrawiam.
No i proszę – tym razem korekcja zbiorowa i wirtualna, ale tak samo skuteczna 🙂 Dziękuję!
Bardzo ciekawy artykuł 🙂